2

nie pisałam długo, ale zaczęłam kolejne studia i przy okazji rozłożyło mnie całkowicie.

dieta moja ma się dobrze. tzn dziś mały kryzys spowodowany zastojem wagi, ale od rana obiecuję już być grzeczna.

na chwilę obecną –> -6kg od wagi z 4.11 :) specjalnie tego jeszcze nie widać, ale dobrze na psychikę działa sama świadomość tego spadku :) pozostaje tylko nie zejść z obranej drogi :)


2

pozdrawiam znad moccachino – taka rozpusta w dzień -1, bo od jutra oficjalnie kawy mi nie wolno (ciekawe, ile bez niej wytrzymam – zwłaszcza w weekend, gdy mam zjazd i zajęcia 8-20 :/ – w każdym razie będę się starała wytrzymać jak najdłużej).

jutrzejszy dzień zacznę od jajecznicy – zupełnie przypadkowo mi tak dietetyczka ustawiła jadłospis – a właśnie od jajecznicy zaczęły się dwa moje poprzednie odchudzania, które przyniosły niezłe efekty :) dzięki temu jeszcze pozytywniej się nastawiam do diety :)

mam trochę obaw, głównie związanych z jedzeniem w czasie wyjazdów, ale mam nadzieję, że szybko uda się to wszystko poukładać :)


1

cóż… pierwsza wizyta u dietetyczki za mną. porozmawiałyśmy, zmierzyła mnie, zważyła, kazała podpisać cyrograf na miesiąc i z uśmiechem pożegnała się – przypominając, że mejlem przyśle przygotowaną dla mnie dietę.

termin zero ustaliłyśmy na 15.11 (ze względu na moje wyjazdy).

dziś dotarła do mnie dieta na mejla, ale boję się otworzyć załącznik… nie ma już jednak odwrotu…


1

ostatnie dni przed godziną zero pełne są jeszcze chaosu (w każdej dziedzinie), ale czuję, że jestem już gotowa. w sumie to chciałabym, żeby już było po 4.11, bo jeszcze się rozmyślę i co wtedy? ;))

no ale na pewno ten ostatni tydzień minie bardzo szybko. a potem będzie już tylko ciężka praca.


2

04.11 18:00, czyli godzina zero (czytaj: wizyta u dietetyczki).

a tymczasem sypiam po 2-3h/dobę i robię za 3 osoby co najmniej. organizm dziś stanowczo zaprotestował, dowalając mi wysoką temperaturą – ale nie mam na to jeszcze czasu. obym dotrwała do końca tygodnia…


5

ufff. jestem po pierwszym zjeździe na zaocznych i pierwszych zajęciach na dziennych (dziś jeszcze wykład o 16). fizycznie czuję się, jakby mnie traktor przejechał i walec wyrównał (czyli tak sobie ;)). psyche jakoś się trzyma, ale chwilami łapię się na myśleniu ‘po co mi to było’. rezygnować jednak na razie nie chcę ;)

z planowanego na dziś rowerka na pewno nic nie wyjdzie – zaraz po wykładzie idę spać, bo jutro zajęcia od 8 do 18, a potem zaraz jeszcze angielski dodatkowy (bleee). dieta też jeszcze leży i kwiczy, bo wybiegłam rano bez śniadania i musiałam zjeść już potem cokolwiek (a wiadomo, że ‘cokolwiek’ rzadko bywa dietetyczne ;)).

ogólnie jednak jest dobrze. i mam nadzieję, że szybko się zbiorę organizacyjnie ze studiami i pracą – a co za tym idzie – także z odchudzaniem :)


0

dziś od rana bolą mnie zęby. i tak – to była ważniejsza informacja niż przeprosiny za tak długą nieobecność ;)

dzieje się w tym moim życiu ostatnio bardzo wiele. zeszły tydzień spędzony w Poznaniu poskutkował plusem na wadze, ale nie żałuję niczego. poznałam mnóstwo cudownych ludzi i nabrałam motywacji do pracy :)

pojutrze wybywam do Łodzi na pierwszy zjazd na studiach – stresu co nie miara, bo było trochę nagłych problemów z noclegiem i pociągami, ale mama mnie poratowała (chociaż ciągle marudzi, że nie rozumie, po co mi te studia ;)).

ach. i usłyszałam ostatnio pośrednio, że się komuś bardzo podobam. ego++ ;)) dało mi to chęć do walki z kilogramami. postaram się w weekend już pilnować, a od poniedziałku ruszam jak należy.

a właśnie. zapomniałabym. od poniedziałku zaczynam równolegle drugie studia. nie wiem, jak ogarnę dwa kierunki w dwóch różnych miastach + firmę, ale na jedzenie na pewno czasu nie będzie ;)) oby starczyło go na bloga ;)


2

dieta leży – chociaż w sumie nie obżeram się jak dzika.

ruchu tyle, co codzienna bieganina.

dietetyk – odłożony na październik, bo dziś wyszło, że mam możliwość wyjazdu na konferencję do Poznania i żal by było nie skorzystać (a kasy jeszcze nie umiem wydrukować ;)).

nastrój – świetny :) działanie robi mi dobrze :D


2

ufff. problemy zdrowotne już chyba za mną (odpukać!) – za to ktoś mi chyba kradnie czas, bo dni jakoś tak szybko uciekają. pracy mam mnóstwo – a ze wszystkim muszę się wyrobić jeszcze we wrześniu, bo od października zaczynam nowe studia :x

diety brak. ruchu trochę jest, ale nie są to specjalnie planowane ćwiczenia. za to udaje się trochę czasu poświęcić na zadbanie o siebie jako o całokształt ;) i nastrój pozytywny, więc wszystko idzie w dobrym kierunku :)

dietetyczkę musiałam odłożyć z braku czasu – mam nadzieję, że po urodzinach uda się odetchnąć chwilę i wtedy wszystko pozałatwiam – teraz nawet ciężko przewidzieć, kiedy bym mogła znaleźć na to czas.

i jeśli dobrze pójdzie – to najbliższe 2-3 lata nie będę miała czasu na nic, ale to zawsze pozytywnie działało na moje odchudzanie, bo nie było czasu na myślenie o jedzeniu ;)


1

kilka ostatnich dni spędziłam na walce z migreną i bólami kręgosłupa (który jeszcze nie doszedł do końca do siebie :(), ale pierwszy dzień września w sumie uważam za udany. co prawda diety jeszcze nie było, ćwiczeń też nie – ale zrobiłam wielkie pranie i posunęłam mocno generalne porządki w pokoju (ostatnio uskuteczniam walkę z sentymentami i naturą chomika ;)).

najważniejsze, że nastrój mam bardzo na plus – czego i Wam wszystkim życzę :) bo bez tego ani rusz.