ufff. jestem po pierwszym zjeździe na zaocznych i pierwszych zajęciach na dziennych (dziś jeszcze wykład o 16). fizycznie czuję się, jakby mnie traktor przejechał i walec wyrównał (czyli tak sobie ;)). psyche jakoś się trzyma, ale chwilami łapię się na myśleniu ‘po co mi to było’. rezygnować jednak na razie nie chcę ;)
z planowanego na dziś rowerka na pewno nic nie wyjdzie – zaraz po wykładzie idę spać, bo jutro zajęcia od 8 do 18, a potem zaraz jeszcze angielski dodatkowy (bleee). dieta też jeszcze leży i kwiczy, bo wybiegłam rano bez śniadania i musiałam zjeść już potem cokolwiek (a wiadomo, że ‘cokolwiek’ rzadko bywa dietetyczne ;)).
ogólnie jednak jest dobrze. i mam nadzieję, że szybko się zbiorę organizacyjnie ze studiami i pracą – a co za tym idzie – także z odchudzaniem :)
5 October, 00:26
Dużo wzięłaś na siebie. Trzymam kciuki, żebyś to wszystko ogarnęła. Najgorsza w tym wszystkim będzie sesja. Mi też odchudzanie idzie jak po grudzie:-)
5 October, 00:31
tia… zapomniałam wspomnieć, że sesja zaczyna mi się za niecałe 3 tygodnie :x
5 October, 22:52
to jakoś szybko ta sesja. U mnie była w styczniu i czerwcu, a poprawki we wrześniu.
8 October, 00:53
A widzisz, mnie studia i zorganizowany, chociaż często zaganiany i napięty dzień mobilizuje do działania. Planuję od przyszłego tygodnia siłownię :)
Pozdrawiam!
11 October, 02:21
na poczatku ciezko, ale potem ogarniesz:) dostosujesz sie jakos i poukladasz wszystko
ja tez sie boje, 2 szkoly zocznie i mam nadzieje, ze staz :P ale damy rade :) i nawet cwiczenia sie gdzies wcisnie