długo nie pisałam. to fakt. odchudzanie tak samo zostało odłożone ‘na później’.
musiałam sobie wiele rzeczy w głowie i życiu poukładać. i chociaż wciąż daleko do ideału – sprawy, które powodowały najgorsze kryzysy w odchudzaniu – są już za mną.
postanowiłam, że jeszcze raz posypię głowę popiołem i wybiorę się do dietetyczki. nie tej, do której chodziłam w 2008 roku, ponieważ tak dalekie dojazdy byłyby bardzo uciążliwe. znalazłam ponoć sprawdzoną osobę znacznie bliżej mojego miejsca zamieszkania, żeby już naprawdę nie było wymówki. zobaczymy, co z tego wyjdzie…
aktualnie walczę z silnym przeziębieniem, które skutecznie zniechęca do wszystkiego, co nie jest związane z kołdrą i spaniem ;) za kilka dni jednak powinno już być wszystko w porządku, a wtedy nie będzie już wymówek od ruchu czy diety.
z mocnych postanowień poprawy mam jeszcze jedno – pisać częściej na blogu ;) bez względu na to, jakie będę akurat efekty mojego (nie)odchudzania. wszak u normalnych ludzi – oprócz wzlotów – są także upadki. co prawda do normalności mi daleko, ale akurat w tej materii całkiem dobrze idzie mi udawanie, że jestem taka jak inni ;)
zatem – ostatnie dni sierpnia jeszcze będą na luzie, ale od września zaczynam życie na pełnych obrotach :)
